"Harry Potter i Komnata Tajemnic"
W toku narzekań pragnę się zreflektować w taki oto sposób - uważam, że "Harry Potter i Komnata Tajemnic" była zekranizowana po prostu pokazowo. Daniel Radcliffe jeszcze nie przypominał symbolu wydumanego erotyzmu, a Emma Watson nie robiła z siebie gwiazdeczki. Ale, co tu dużo mówić? Najbardziej podobała mi się chyba wizualizacja Toma Riddle. Aktor, który go zagrał, zrobił to naprawdę świetnie - postać cynicznie uśmiechniętego, bladego chłopaka, który doprowadził do szeroko zakrojonych morderstw na terenie Hogwartu. Faktycznie budziło to grozę i muszę przyznać - na pewien czas wbiło mnie w fotel. Poza tym, Harry Potter był w tamtym czasie bardzo niepewnie usytuowany w Hogwarcie. To także świetnie udało się oddać reżyserowi - ten nastrój paranoi, kiedy okazało się, że Chłopiec, Który Przeżył jest wężousty. Byłam naprawdę zachwycona sceną jego pojedynku z Draconem Malfoyem, a także momentem, w którym cała trójka znajduje spetryfikowaną Panią Norris. Christopherowi Columbusowi należą się ogromne brawa.
